Jak wiele trzeba przejść, jak bardzo trzeba się dotrzeć, jak wiele wniosków wyciągnąć by zrezygnować z podpowiedzi Egona „przyjaciela” stojącego na straży naszego ja. Odprawienie go, parzenie poprzez niego tak by widzieć coś więcej niż koniuszek nosa własnego jest nie lada sztuką.

Jak już uda się nam dostrzec, iż pomimo ciągłych starań nasz związek stacza się po równi pochyłej a my ciągle robiąc to samo oczekujemy innego wyniku to może warto przeanalizować siebie

i swoją miłość do partnera. Paradoksalnie jesteśmy odbiciem siebie samego w osobie drugiego człowieka. Jakże często jest to odbicie, którego nie akceptujemy doszukując się rys na tafli lustra
i nie dopuszczając myśli, iż te rysy to nasze niedoskonałości. Jeśli już zdamy sobie sprawę, że w całości bierzemy odpowiedzialność za swój związek możemy przystąpić do odbudowy poprzez tworzenie go w sposób inny niż dotychczas. Małżeństwo to nie umowa własności drugiego człowieka, to nie przyzwolenie na pewne zachowania nie zawsze szlachetne, to nie czerpanie
z drugiego człowieka miłości tyle, ile nam się wydaje, iż potrzebujemy i ciągle myślimy, że nie posiada ono żadnego limitu. Przystańmy na chwile, przekalkulujmy swoje i małżonka szczęście. Pozwólmy sobie na obdarowywanie wpierw siebie ogromem szacunku i miłości a potem dajmy partnerowi tyle szacunku, ile jest w stanie go od nas przyjąć i wypełnijmy go miłością po brzegi. Następny krok to pielęgnacja naszego szczęścia jako ogrodu marzeń tworząc coraz to nowe kompozycje, nie zapominając o wyjątkowości tworzonego miejsca.

A jeśli gleba pomimo to okaże się mało żyzna to może warto zacząć tworzyć od nowa na innej ziemi bogatsi o doświadczenia….

Źródło: http://somecoffie.blog.pl/2013/03/31/jak-ratowac-zwiazek/